Jak na sezon jesienny przystało - przeziębienie w końcu mnie dopadło. Weekend to zdecydowanie za mało na pełne wykurowanie się, ale dziś robiłam co mogłam i zobaczymy, jak będzie jutro. Całe szczęście, że miałam jeszcze zapas w postaci zdjęć, bo o sesji w tym tygodniu niestety nie było mowy. Dopiero przestawiam się na tryb wcześniejszego wstawania i późniejszych powrotów do domu, ponieważ do tej pory nie musiałam nigdzie dojeżdżać. Mimo szybkiego i cięższego tempa jestem bardzo zadowolona i cieszę się, że moje wybory przynoszą pozytywne skutki. Zobaczymy, jak wyjdzie mi to za kilka lat, ale wszystko przede mną.



